Bogusława Chwierut "Zwiastuny czułości"

 


Bogusława Chwierut „Zwiastuny czułości”

Wydawnictwo Fundacja Poetariat, 2026

pod redakcją Magdaleny Kapuścińskiej 


Kilka miesięcy temu, miałam przyjemność patronować nowemu tomikowi poezji Bogusławy Chwierut pt. „Zwiastuny czułości” wydanemu przez wydawnictwo Fundacja Poetariat. To poezja kruchych chwil, spotkań, które zostały ocalone przez pamięć. 

Bogusława Chwierut wybiera formę lirycznej miniatury. Jej wiersze są krótkie, skondensowane, często zaledwie kilkunastowersowe, ale ich niewielki rozmiar nie oznacza małego ciężaru emocjonalnego. Przeciwnie, poetka zdaje się wierzyć, że czasem jedno słowo może unieść więcej niż rozbudowana opowieść. W utworze „Kluczowe słowo” podmiot liryczny mówi: „kurczę się wtedy do rozmiaru / jednego słowa”. Człowiek zakochany, tęskniący, oczekujący dotyku zostaje sprowadzony do esencji własnego przeżycia. Do słowa, oddechu, gestu, który wydaje się być tutaj najważniejszym nośnikiem emocji. 

W wierszu „Dotyk” wystarczy wyobrażenie dłoni, aby wewnętrzny świat podmiotu gwałtownie się przeobraził: „w głębi duszy zbudzi się morze”. Dotyk nie jest tu wyłącznie fizycznym doświadczeniem. Uruchamia pamięć, pragnienie, wyobraźnię. Jest siłą zdolną unieważnić codzienność („przestanie istnieć / życie na ziemi”). W tych wierszach miłość bardzo często zaczyna się od braku.

Utwór „Smutno” jest właściwie poetycką definicją samotności, zamkniętą w kilku wersach. Najmniejszy ptak, spadając, nie czyni tyle hałasu co „jedna nocna łza”. Podobny mechanizm odnajdujemy w utworze „Dwoje na huśtawce”. Dwoje ludzi „jak dwie jaskółki” wychyla swoje ciała, huśta się, przypadkiem dotyka dłoni, jednak ta pozornie lekka scena podszyta jest świadomością utraty. Najważniejsze okazują się bowiem „wspomnienia, / których już nie ma”. Huśtawka staje się czymś więcej niż elementem obrazu, wprawia w ruch pamięć, która próbuje odzyskać coś nieobecnego. Jest w tym wierszu szczególna delikatność - spotkanie dwojga ludzi zostaje pokazane nie przez rozmowę, lecz przez ruch ciał i przypadkowe muśnięcie dłoni. To właśnie przypadek i przeznaczenie pozostają w „Zwiastunach czułości” nieustannie splecione.

W wierszu „Przypadek czy przeznaczenie”, samotność zostaje skonfrontowana z nagłym pojawieniem się drugiego człowieka („zegar ocierał się o samotne łóżko”). A potem przychodzi telefon, ciepła kawa, odnalezione dłonie. Codzienność zaczyna nabierać barw. Lecz miłość w tym wierszu nie jest wyłącznie łagodnym ocaleniem. Ten, który przychodzi, „wszedł z butami do mojego / ogrodu”. Metafora ogrodu otwiera drugą stronę tej poezji: bliskość może być zachwytem, ale może też naruszać granice. Może rozkwitać, a jednocześnie pozostawiać pytanie: „nie wiem po co”. Dzięki temu końcowemu niedopowiedzeniu wiersz nie zamienia się w prostą historię o szczęśliwym spotkaniu. Zostaje w nim niepokój.

U autorki zmysłowość jest zawsze blisko natury. Są stokrotki, morze, jaskółki, błękit, letnie niebo, poziomki, ogród. Ciało i natura nie są od siebie oddzielone. W wierszu „Prześwit” palce kochanka mają być „jak promienie”, z kolei w miniaturce „Esencja” zwyczajny moment parzenia herbaty przeobraża się w intymny rytuał. Para unosząca się nad filiżanką staje się „obłokiem delikatności”. Szczególnie interesujące jest to, że poetka nie rozdziela zmysłów. Dotyk ma zapach, słowo ma temperaturę, spojrzenie może być niemal fizycznym doświadczeniem. Czułość staje się więc przestrzenią, w której granice pomiędzy ciałem, pamięcią i wyobraźnią zaczynają się zacierać.

Niecierpliwość” jest z kolei miniaturą pełną napięcia. „Błękit iskrzy się błyskotkami”, a oczekiwanie na dotyk zostaje rozciągnięte do granicy wytrzymałości: „opóźniasz dotyk / bym nie spłonęła / między palcami”. To bardzo charakterystyczne dla autorki, największe napięcie pojawia się nie wtedy, kiedy następuje spełnienie, lecz chwilę wcześniej. W przerwie, oczekiwaniu, w tym, co jeszcze się nie wydarzyło.

W moim odczuciu „Zwiastuny czułości” są tomem nie tyle o miłości spełnionej, ile o miłości oczekiwanej, wspominanej albo wyobrażanej. Czułość jest tutaj zwiastunem czyli czymś, co dopiero nadchodzi albo już odeszło i pozostawiło ślad. Warto zwrócić uwagę na język tych miniatur. Jest prosty, chwilami bardzo bezpośredni, pozbawiony nadmiaru ornamentów. Poetka nie buduje rozbudowanych metafor dla samego efektu. Raczej bierze przedmiot codzienny - filiżankę herbaty, zegar, huśtawkę, sukienkę - i przesuwa go delikatnie w stronę metafory. Dzięki temu rzeczy zwyczajne zaczynają znaczyć więcej.

Czytam również tę poezję jako zapis kobiecej wrażliwości, tęsknoty i pragnienia. Można również dostrzec w niej próbę ocalenia chwil, które w rzeczywistości są nietrwałe. W obu przypadkach najważniejsze pozostaje jednak to samo: potrzeba bliskości. Czułość u autorki nie jest tylko sentymentalnym dodatkiem do miłości, ale jej najdelikatniejszą, a zarazem najbardziej bezbronną formą. Bywa szeptem, muśnięciem, spojrzeniem, ciepłą kawą o poranku, czasami mieści się w jednym słowie albo jednej łzie.  

Zwiastuny czułości” są dla mnie zaproszeniem do świata, w którym małe gesty mają wielkie znaczenie. Bogusława Chwierut przypomina, że człowiek najbardziej potrzebuje nie wielkich obietnic i deklaracji, lecz obecności drugiego człowieka, jego dłoni, spojrzenia, przytulenia. 

Zachęcam Was do sięgnięcia po tomik, zostawia on dużą przestrzeń dla własnych wspomnień Czytelnika. 

Bardzo serdecznie polecam, warto czytać poezję 🙂 

Monika Magda Krajewska 


Komentarze

Popularne posty