Antologia "Ostatni genom. Logi istnienia"
Antologia pt. "Ostatni genom. Logi istnienia"
▪️ 28. Autorów
Wydawnictwo Fundacja Poetariat
Pod redakcją Magdaleny Kapuścińskiej
„Ostatni genom. Logi istnienia” pod redakcją Magdaleny Kapuścińskiej, jest dla mnie nie tylko antologią wierszy i prozy, ale przede wszystkim przestrzenią spotkania z drugim człowiekiem - z jego kruchością i niepokojem, który trudno czasem nazwać. Czytając te teksty, miałam poczucie obcowania z czymś więcej niż literaturą - z próbą uchwycenia tego, co wymyka się językowi systemów, statystyk i definicji. Tam, gdzie nie prowadzą żadne algorytmy. To swoisty zapis napięcia między tym, co mierzalne, a tym, co wymyka się wszelkim systemom zapisu.
W wierszu Magdaleny Kapuścińskiej padają słowa, które można uznać za klucz interpretacyjny całej książki: „Dane wrażliwe / to te, które bolą / poza systemem”. W tej krótkiej frazie zawiera się zasadniczy konflikt między światem rejestrów, algorytmów i „historii wyszukiwań”, a tym, co nie daje się zapisać: strachem „który pojawia się wieczorem / bez powodu” i tęsknotą „za czyimś głosem, gdy nikt nie dzwoni”. Istota tej antologii rodzi się właśnie w tym miejscu. Nieprzypadkowo pojawia się tu język instrukcji, procedur i technologii. W innym wierszu autorki pt. „Instrukcja obsługi człowieka” człowiek zostaje opisany niemal jak wadliwy model: „w przypadku awarii zaleca się rozmowę, / choć skuteczność tej metody / nie została potwierdzona badaniami”. Ironia tego zapisu jest bolesna, bo odsłania świat, w którym podstawowe ludzkie odruchy wymagają uzasadnienia, a czułość przestaje być czymś oczywistym.
Autorzy tomu nie zatrzymują się na diagnozie. Równolegle do chłodnego języka technologii rozwija się nurt czułości, zwyczajności i pamięci. U Honoraty Kotwicy pojawia się „Międzyczas”- przestrzeń, w której „jabłecznik z kruszonką” i głos Andrei Bocellego tworzą intymną enklawę sensu. To świat „taki, jaki ma być”, a więc świat utracony lub możliwy tylko w zawieszeniu między tym, co było, a tym, co będzie. Czasami też „kojarzy się z kuchenką babci / drożdżówką i mlekiem” jak w wierszu Pauliny Korczak.
Zderzenie tych dwóch porządków - cyfrowego i egzystencjalnego - powraca w wielu tekstach. Katarzyna Kowalewska pisze o „pocałunkach dostępnych on-line”, które „słabo smakują”, zaś Gerard Krzemiński przypomina, że za komunikacyjnymi protezami kryje się coś nieprzekładalnego: „zapach twoich włosów / dotyk twojej skóry / ton twojego głosu”.
Sprzeciw wobec takiego stanu rzeczy szczególnie wyraźnie wybrzmiewa w wierszach dotyczących samotności w epoce nadmiaru kontaktów. Monika Milczarek dzieli się gorzką obserwacją: „koleżanki Marii pieką placki na Facebooku / kochają na TikToku”, podczas gdy w rzeczywistości „udają że jej nie znają”. Ta rozbieżność między performatywną obecnością a realnym brakiem, jest jednym z najboleśniejszych doświadczeń współczesności i jednym z najtrafniej uchwyconych w książce.
Podobny ton odnajdujemy w wierszach Anny Nazar, która pisze o łatwości „wirtualnych gestów” i trudzie realnej bliskości, oraz u Joanny Nowocień, gdzie „diaboliczna sieć (nie)dostrzegalnie / wysysa czas / niczym magnetar”. Metafora kosmiczna nie jest tu przesadą, raczej próbą oddania skali zjawiska, które wymyka się codziennemu językowi.
Jednak mimo tej wszechobecnej technologicznej siatki, w centrum tego tomu pozostaje człowiek, wraz ze swoją kruchością i wrażliwością. W przejmującym tekście Moniki Zając-Czerkies „Senność drapacza chmur” sen staje się przestrzenią odwagi, której brakuje na jawie, a u Bartosza Jasińskiego powrót „do korzeni” oznacza próbę odzyskania podstawowego doświadczenia oraz spojrzenia sobie w oczy w lustrze.
Motyw śmierci i nieobecności również się tutaj pojawia. „Telefony do nieżyjących” i „nieaktywne konta” w wierszu Małgorzaty Kulisiewicz stają się współczesnym odpowiednikiem elegii, zapisem pamięci rozproszonej między światem realnym, a cyfrowym archiwum. To jakby nowa forma żałoby, przechowywana w systemie, lecz przeżywana poza nim. W wierszu „Alert” Grzegorza Sierockiego zwykła, współczesna sytuacja - komunikat o możliwym braku prądu, otwiera przestrzeń powrotu do przeszłości i pierwotnych form obecności. Zapalony płomień staje się tu nie tylko źródłem światła, ale także pomostem między tym, co technologiczne, a tym, co niemal baśniowe i zakorzenione w pamięci.
Na tle tych głosów wyraźnie wybrzmiewa także potrzeba sensu, czasem wyrażona wprost, jak w tekście Aleksandry Makurat, gdzie bycie człowiekiem „wystarcza, by nadać światu znaczenie”, a czasem poprzez milczenie, jak u Krzysztofa Janiszewskiego, dla którego „nieistnienie” staje się chwilowym odpoczynkiem od ciężaru świadomości.
Nie sposób pominąć również językowej różnorodności tomu. Od oszczędnych miniaturowych zapisów, przez lirykę obrazową (jak choćby w wierszu „Kochanie” Aleksandry Dybowskiej), aż po teksty balansujące na granicy prozy i manifestu. Wszystkie te formy składają się na jeden spójny obraz, wielowarstwowy zapis istnienia.
„Ostatni genom. Logi istnienia” nie daje „gładkiej odpowiedzi”. Jak czytamy w wierszu Joanny Baranowskiej „Płynna odpowiedź.../ nie istnieje”. Pokazuje bowiem, że w świecie, który obsesyjnie wszystko rejestruje, najważniejsze pozostaje to, czego zapisać się nie da. Czułość, lęk, tęsknota, obecność.
I być może właśnie one są naszym ostatnim, nieusuwalnym kodem. Warto zatrzymać się przy tej książce - być może odnajdziesz w niej fragment własnej historii.
Serdecznie polecam 🙂
Monika Magda Krajewska



Komentarze
Prześlij komentarz