Rocznik liryki miłosnej „Wwierszowzięci. Połączenia"
Rocznik liryki miłosnej w edycji polsko-angielskiej 2026 “Wwierszowzięci. Połączenia”
▪️ 38. Autorów
Wydawnictwo Fundacja Poetariat pod redakcją Magdaleny Kapuścińskiej
Przekład: Magdalena Kapuścińska
Rocznik liryki miłosnej “Wwierszowzięci” od kilku lat należy do moich ulubionych serii wydawniczych. Z każdą kolejną edycją przekonuję się, że jest to nie tylko zbiór wierszy, ale także spotkanie z wielością poetyckich wrażliwości, które łączy wspólny temat, pozostawiając jednocześnie miejsce na indywidualny głos każdego autora. Nie dziwi mnie, że kolejne tomy tak szybko trafiają do rąk Czytelników i zyskują ich uznanie. To publikacja, na którą wielu czeka z niecierpliwością, wiedząc, że przyniesie zarówno literackie odkrycia, jak i chwile prawdziwego wzruszenia.
Miłość jest jednym z najczęściej opisywanych doświadczeń w literaturze, a jednocześnie pozostaje tematem, który wymyka się wszelkim definicjom. Być może dlatego, każda kolejna antologia poświęcona liryce miłosnej niesie ze sobą ryzyko powtórzenia dobrze znanych motywów. Rocznik „Wwierszowzięci. Połączenia" udowadnia jednak, że o uczuciach można mówić językiem świeżym, osobnym i zaskakująco współczesnym. Poeci, jak nikt inny, potrafią odnaleźć miłość w milczeniu, codziennym geście, pamięci ciała, przemijaniu czy zwyczajnym trwaniu obok drugiego człowieka. „Połączenia” nie oznaczają wyłącznie relacji między kochankami. Są nicią łączącą ludzi z ich wspomnieniami, ciała z pamięcią, słowa z ciszą, naturę z codziennością, a nawet świat analogowy z cyfrowym. Każdy z autorów dopowiada własną definicję tego, czym jest bliskość, nie odbierając prawa do istnienia innym głosom. Dzięki temu antologia nie brzmi jak zbiór podobnych do siebie wyznań, lecz jak wielogłos, którego siłą staje się różnorodność.
Monika Zając- Czerkies w subtelnym wierszu Szminka i deszcz pokazuje miłość dojrzałą, oswojoną z przemijaniem. Czerwona szminka nie jest tu jedynie kobiecym atrybutem – staje się amuletem pamięci, znakiem życia, które nie gaśnie mimo zmieniających się pór roku. Szczególnie porusza obraz gdy "w liściach i mokrych drzewach śpi przywiązanie jak pies”, gotowe narzucić się „z tą swoją miłością” nawet podczas deszczu. To uczucie pozbawione egzaltacji, wierne i cierpliwe, które, jak przypomina poetka, potrafi zakwitnąć także wtedy, „gdy nikt już na nic nie liczy”.
Zupełnie inną temperaturę emocjonalną odnajdujemy w lapidarnym utworze Nie chcę Sławomiry Sobkowskiej-Marczyńskiej. Paradoksalne wyznanie: „wyjdź z mojego snu / ale pozostań” odsłania jedną z najboleśniejszych prawd o miłości. Człowiek często pragnie jednocześnie zapomnieć i ocalić, odejść i zatrzymać. Kilka krótkich wersów wystarcza, by oddać dramat wewnętrznego rozdarcia. To przykład poezji, która nie potrzebuje rozbudowanych metafor, jej siłą jest niedopowiedzenie.
Z kolei Łucja Dudzińska prowadzi czytelnika ku refleksji nad wspólnym istnieniem. W wierszu Kamienie milowe miłość zostaje zestawiona z biblijną symboliką kamiennych tablic, lecz szybko okazuje się doświadczeniem głęboko ludzkim – pełnym „chaosu, mięsa, kolców, krwi i kości”. Łóżko przemieniające się w łódź przewożącą kochanków „na inny brzeg” jest jedną z najpiękniejszych metafor zawartych w antologii. Miłość nie odrywa od rzeczywistości, lecz pozwala na chwilę stworzyć własną „sferę bycia”, w której najważniejsze staje się współistnienie.
Nieprzypadkowo w wielu utworach powraca motyw prostoty. Adriana Jarosz w wierszu Umów się ze mną nie buduje wielkich deklaracji. Wystarczy jej „pięć słów”, „dotyk dłoni”, „spojrzenie inne niż to codzienne”. Najbardziej zapada jednak w pamięć zakończenie: „bo potrzebny mi człowiek”. To zdanie wykracza poza lirykę miłosną, staje się cichym manifestem naszych czasów, przypomnieniem, że za wszystkimi rolami, maskami i społecznymi etykietami stoi przede wszystkim człowiek spragniony obecności drugiego.
Jednym z najmocniejszych głosów tomu jest bez wątpienia wiersz Puls Magdaleny Kapuścińskiej. Poetka przeciwstawia cyfrową rzeczywistość biologii, ekranowi – skórę, procesorowi – serce. „To jedyne połączenie, którego nie zerwie żadna aplikacja” brzmi niemal jak manifest współczesnej liryki, która przypomina o znaczeniu fizycznej obecności. W świecie zdominowanym przez komunikatory i media społecznościowe prawdziwe spotkanie okazuje się czymś niemal unikatowym. Wiersz nie odrzuca nowoczesności, ale stanowczo przypomina, że żaden sygnał sieciowy nie zastąpi rytmu ludzkiego serca.
Bogumiła Salmonowicz sięga po metaforę drogi. W wierszu “Rozwidlenia” autostrada staje się obrazem życia prowadzonego równolegle, oddzielonego hałasem codzienności. Piękna puenta o mostach, które należy przekroczyć lub spalić, mówi o odwadze wyboru. Miłość nie jest tu przypadkiem ani przeznaczeniem zapisanym raz na zawsze. Jest decyzją, wymagającą przekroczenia własnego lęku.
Jeden z najkrótszych utworów całego tomu należy jednocześnie do najbardziej przejmujących. Monika Stanisławowska zapisuje zaledwie kilka wersów: „czasami / miłość to tylko / spotkanie naszych dłoni / i już / świat / trzyma się razem”. Ta poetycka miniatura przypomina haiku - oszczędna, a jednocześnie niezwykle pojemna znaczeniowo. To właśnie w takich chwilach widać, że dobra poezja nie potrzebuje wielu słów. Wystarczy jeden trafny obraz, by czytelnik dopowiedział całą historię.
Moją uwagę zatrzymał również wiersz Joanny Hetman-Krajewskiej “Małe miejsce na mapie”. Poetka zestawia tempo współczesnego życia z przestrzenią, w której nadal mieszkają bociany, żaby i kaczeńce. To nie jest nostalgiczna ucieczka od cywilizacji, lecz próba ocalenia uważności. Zachwyca zwłaszcza puenta: „zamówienia składa się przy barze / a płaci na koniec życia”. Trudno o bardziej gorzką i jednocześnie prawdziwą metaforę ludzkich wyborów.
Największą wartością tego rocznika pozostaje jednak jego różnorodność. Autorzy nie próbują mówić jednym głosem ani nie przekonują, że istnieje jedna obowiązująca definicja miłości. Każdy przynosi własne doświadczenie, własną metaforę i własną wrażliwość. Książka ta pokazuje, że prawdziwe połączenia rodzą się nie w sieci, lecz pomiędzy ludźmi – w spojrzeniu, dotyku, pamięci, ciszy i słowie. A jeśli po lekturze zostaje w Czytelniku choć odrobina większej uważności na drugiego człowieka, to znaczy, że poezja spełniła swoje najważniejsze zadanie.
Serdecznie polecam, warto czytać poezję 🙂
Monika Magda Krajewska



Komentarze
Prześlij komentarz